• facebook
  • instagram
  • twitter
  • youtube
  • rss

Inspiracyjnie: Josephine Baker

Josephine Baker

Josephine Baker ( a tak naprawdę Freda Josephine McDonald) to legenda za życia, a ikona kultury po śmierci. To dzięki niej kochamy brąz, cekiny i odkryte brzuchy.

Smaku i zamiłowania do gustownych futer z pewnością nie wyniosła z domu. Urodziła się w 1906 roku, w slumsach miasteczka  Saint Louis nad brzegami Missisipi. Ojciec Eddie Carson grał na perkusji w jazz-bandach. Jej matka Carrie McDonald (ćwierć Indianka) była praczką, gdy mąż ją zostawił, poślubiła wiecznie bezrobotnego Arthura Martina. Jo była żebraczką, jako mała dziewczynka zbierała wyrzucone przez sprzedawców warzywa i owoce. Zawsze brudna, w łachmanach. Z biedy kradła też węgiel ze stacji kolejowej. Gdy miała osiem lat podjęła się pracy służącej. Spała wtedy w zimnej piwnicy i była bita przez gospodynię.

Na szczęście była utalentowana, pięknie tańczyła. Dostała więc angaż w zespole The Jones  Family Band. Objechała z nim całe południowe stany, występując dla czarnej publiczności w rozlatujących się stodołach. Potem wyjechała do Nowego Jorku  gdzie dostała rolę w musicalu „Shuffle Along”. Była w nim chórzystką i tancerką. Umiała zwrócić na siebie uwagę publiczności, to wszystko dzięki jej talentowi komicznemu i idealnej ( jak na tamte czasy) sylwetce. Wkrótce została najlepiej opłacaną chórzystką Ameryki. Zarabiała $125 tygodniowo. Już wtedy miała swój styl. Chodziła w futrze, głowę przewiązywała jedwabistym szalem, dzięki czemu wyglądała jak księżniczką ze Wschodu.

Josephine Baker - Diva

W 1925 roku wyjechała do Paryża, gdzie została królową francuskiej rewii. Występowała w „Folies Bergere” i „Casino de Paris”. Założyła nawet własny kabaret. Paryżanki oszalały na jej punkcie. Udało się jej wywołać modę na egzotykę z Afryki. „Kangur, żyrafa, wąż, pantera, rajski ptak”-tak nazywali Joshepine europejscy recenzenci.

Jej występy w rewii określano wyłudzanym tańcem, za $25o tygodniowo, udawała w spektaklu afrykańską dzikuskę. Topless i z liściem palmowym w ręce skakała po scenie, jakby odprawiała jakieś czary.  Szyję, nadgarstki i ostki zdobiły brzęczące naszyjniki i bransoletki. Etniczna biżuteria podkreślała jej egzotyczną urodę. Spódnica, w której wtedy występowała- z szesnastoma bananami wokół talii, przeszła do historii mody. Baker odpowiadała zadziornie, zgorszonym jej goliznom dziennikarzom: Nie byłam tak naprawdę naga, tylko nie miałam ubrania. Kiedyś odsłonięty brzuch będzie uchodził za coś normalnego.

Josephine Baker w spódniczce z banabów

W Wiedniu podczas tournée plakaty przedstawiały ją ubraną jedynie w pióra i perły. Przywiozła ze sobą 15 kufrów podróżnych w tym: 196 par butów, 137 kostiumów i 64 kg pudru do twarzy. Występowała w Teatrze im. Johanna Straussa. W dzień premiery w pobliskim kościele proboszcz odprawił msze za jej dusze i przedstawił jako diablice, wysłanniczkę piekieł.  Wierni, tuż po nabożeństwie, zamiast pokutować ruszyli do kas po bilety. 😀

Josephine Baker plakat z turnee po wiedniu

Tymczasem w Paryżu kwitł kult Czarnej Perły. Zdjęcia słynnej tancerki sprzedawano na każdym kroku. W sklepach można było kupić gadżety à la Josephine Baker: lalki, kostiumy, perfumy, pomadki. Portretował ją sam Pablo Picasso, a Ernest Hemingway zachwycał się publicznie jej urodą. Paryżanki wylegiwały się godzinami na słońcu, żeby mieć choć trochę podobną karnacje do artystki.  Brały lekcje tańca i kupowały specyfik do włosów „Baker Fix” (naiwne sądziły że to pomoże im uczesać się jak ich idolka). Tymczasem Jo strzygła się u najlepszego i najbardziej ekstrawaganckiego  fryzjera tamtych czasów – Etona Cropa.  Kilka lat potem czesał ja polak Antonii Cierplikowski. Uważany był za jednego z najwybitniejszych fryzjerów w historii, wylansował między innymi modę na pazia.

Czarna Perła szokowała nie tylko strojem, lecz także stylem życia. Publicznie przyznawała się do biseksualizmu. Otrzymała ponad 1500 propozycji małżeństwa. Uwielbiała drogie prezenty, dostawała je od licznych wielbicieli. Jeździła powozem zaprzęgniętym w strusia. Pieniądze wydawała na stroje, biżuterię i zwierzęta. W jej apartamencie mieszkał: gepard, szympans, świnka, wąż, kozioł, rybki, 3 koty i 7 psów.

W 1929 roku ogłosiła, że porzuca na zawsze bananową spódniczkę. Postanowiłam dorosnąć i zmienić swój wizerunek. Teraz będę nowoczesną kobietą. I tak się stało. Zaczęła naukę sterowania samolotem, brała udział w wyścigach konnych. Przestała skakać po scenie, zaczęła poruszać się z gracją. Dla rozjaśnienia oczu malowała powieki białą kredką. Używała jasnego pudru, żeby wybielić skórę, zmieniła garderobę. Jako pierwsza czarnoskóra kobieta miała suknie od najlepszych projektantów, zaprojektowanych specjalnie dla niej. Był to np. Dior, Balmain, Schiaparelli.  Niektóre jej suknie wieczorowe były tak artystyczne, że przypominały surrealistyczne obrazy. Większość zdobiona była cekinami, a szyta z ręcznie malowanego jedwabiu.

Najbardziej rewolucyjnym jej strojem okazały się krótkie szorty. W latach 30. kobieta ubrana w krótkie spodenki, mogła wywołać jedynie skandal. I tak było. Publicznie pudrowała nos i malowała usta, co wcześniej był nie do pomyślenia.  Często spacerowała po Polach Elizejskich wraz ze swoim gepardem Chiqitą, ubrana w futro i suknie od Diora. Od diamentów, które mieli na sobie, mienili się w słońcu.

Josephine-Baker outfit

Show-biznes to iluzja. Ja mam fason i muszę go trzymać. Stała się bezdomna, po tym jak rzucił ja czwarty mąż, okazało się że nie potrafi zarządzać swoim zamkiem. Został zlicytowany. Miał 50 komnat, w posiadłości mieściło się centrum rozrywki z dwoma hotelami, trzema restauracjami i muzeum figur woskowych.  Eksmisja z tego ekskluzywnego miejsca była dla tancerki bolesna. Żeby spłacić długi wyprzedawała biżuterię, ale garderoby nigdy się nie pozbyła.

Podczas wojny współpracowała z francuskim ruchem oporu, za zasługi wojenne została odznaczona Medalem Ruchu Oporu. Walczyła również z rasizmem, organizacja NACP ogło0siła 20 maja Dniem Josephine Baker.

Zmarła w 1975 roku. Choć u schyłku życia potrafiła bez makijażu i wykwintnego stroju prosić o jałmużnę  na ulicy, stała się ikona mody. Szkoda, że wybitni artyści tak mają, że życie ich nie rozpieszcza.

Zaczynała jako żebraczka i tak skończyła. Po drodze zachwyciła świat strojami i odważnym stylem życia. Słynna Murzynka wciąż jest na ustach ludzi i jest inspiracją dla projektantów. Tylko wybitne osobowości potrafią to robić z zaświatów. Mam nadzieję, że Jo stanie się również waszą inspiracją. Ta kobieta wybiła się mimo segregacji rasowej. Wyprzedziła swoje czasy, była odważna i przebojowa.